poniedziałek, 9 września 2013

Gdzie się podziała moja kondycja?

Codziennie staram się wychodzić ze swoim piesiem na godzinny lub minimum 40 minutowy spacer.
Dziś również tak uczyniłam. Niedaleko jest zalew, więc sobie wokół niego spacerujemy.
Zwykle godzina to dla mnie mało, bo czuję, że mogłabym chodzić przynajmniej dwie. Jednak dziś było inaczej. Nie wiem czemu, może ta pogoda (słonko momentami grzało dokładnie), a może tak w ciąży już jest, że raz się ma siły a raz nie, albo moje możliwości kondycyjne zmniejszają się wraz ze wzrostem brzucha...?

Dzisiaj szłam jak kaleka, maleńkimi kroczkami, powolutku odpoczywając na co drugiej ławce. Ciekawe czy wędkarze patrząc na mnie nie mieli wrażenia, że zaraz urodzę ;)
Ale jak patrzyłam na moją sunię to też jakoś dzisiaj bardziej sapała. Ona - zgrabna mała energiczna suczka, a co dopiero ciężarówka? Tir z naczepą ;) (Kiedy kładę się na łóżku wieczorem mówię do męża: "Tir zajechał do bazy" ;) ) 
Ale tak na poważnie to coraz mi ciężej... Czasem jak się zobaczę w witrynie sklepowej to sobie myślę: "O mamciu jaki brzuchol!" A tu jeszcze 2 miesiące...

Pozdrawiam wszystkie "Tirówki" ;)


sobota, 7 września 2013

Bo brzuch w ciąży byłby elegancki jakby był przezroczysty :)


Siedzę sobie i obserwuję swój rosnący brzuch. Wygina się na lewo, na prawo, nagle podskoczy, potem znów delikatnie faluje.
Patrzę i zastanawiam się co Ty tam Marysiu robisz? :)

Wymyśliłam, że brzuch powinien wraz ze wzrostem stawać się przezroczysty, żeby mamusie mogły obserwować swoje przyszłe pociechy.
Czyż nie fajnie było by patrzeć jakie sukcesy odnosi nasza dzidzia? Czego się nauczyła, jak się zmienia no i przede wszystkim co tam sobie porabia.

W sumie mogłoby to grozić bezsennością i mamuśki musiały by dostawać dodatkowe lekarstwa, żeby w ogóle zechciały zasnąć, no i  może byłyby wyrawe z życia, bo siedziałyby 24 h i obserwowały maleństwa... No to byłoby ryzyko :)

Albo chociaż każda kobieta w ciąży powinna dostawać od lekarza mini aparat usg (oczywiście taki specjalny nie groźny dla dziecka) i żeby sobie tak sama mogła obserwować w domu swoje maleństwo.

Może kiedyś jakiś "Jobs" coś takiego wymyśli?
O tablecie czy IPodzie też kiedyś sobie nikt nawet nie myślał... Albo o płaskim monitorze LCD czy w ogóle o trójwymiarowym obrazie. A teraz w kinach można oglądać nawet nie tylko 3D ale i 4D czy 5D... Że już nie wspomnę o telefonach komórkowych czy smartphonach. Kto by kiedyś pomyślał? Jak była stacjonarka to było git :)

Dlatego pełna nadziei, że jakiś geniusz już pracuje nad sprzętem dla przyszłych mamusiek dalej sobie brzuch będę obserwować. Bo na przezroczystość no to już raczej liczyć nie mogę ;)


czwartek, 5 września 2013

Sen, po którym płakałam pół godziny i nie mogłam się uspokoić

Siedzę w jakiejś knajpie w ogródku, w jakimś turystycznym miejscu i obserwuję swoją byłą podopieczną. Dziewczyna, a raczej kobieta sprzedaje tu lody. 
Przy stoliku siedzi dwóch facetów. Są dobrze ubrani, w luksusowych garniturach i eleganckich butach. Siedzą pewnie, widać że uważają się na "panów świata". Są jakimiś inwestorami, którzy coś zamierzają robić (jakiś biznes) w tym miejscu turystycznym (nie wiem to była jakaś plaża). 
Siedzę przy stoliku i słucham jak zagadują tę kobietę. Rzucają podteksty seksualne, a ona wcale nie zostaje im dłużna. Wiem, że jak skończy pracę to na pewno się z nimi spotka, co bardzo mi się nie podoba. 
Patrzę na nich i chce mi się wymiotować. Jestem tak jak teraz w ciąży, może nawet mam większy brzuch i jestem blisko przed porodem. W końcu nie wytrzymuję i zaczynam ich wyzywać. Na początku delikatnie, potem coraz ostrzej. Wyśmiewam się z ich fryzur, wyzywam od chamów. Oni na początku tylko się z tego śmieją. Potem wstają od stolika i idą za mną. Ja cały czas ich opierdzielam. Coś zaczynam mówić o ich biznesie, że jest do bani. W końcu oni przestają się śmiać i kiedy jesteśmy już tylko we trójkę ja idę tyłem coś jeszcze do nich mówiąc, jeden do drugiego daje znak. Upadam. Jeden mnie trzyma mnie za ręce a drugi (bardzo duży i bardzo gruby) usiada mi na brzuchu! 
I w tym momencie się budzę.

Otwieram oczy. Widzę ciemność. Nie wiem jeszcze czy to jawa czy sen. Łapię się za brzuch. Jest! Marysia właśnie mnie kopie. Co za szczęście! 

I zaczyna się płacz. Najpierw poleciały mi łzy jak grochy, a potem próbując je opanować zaczęłam szlochać. Coraz bardziej i coraz mocniej. Płacząc już jestem pewna, że to był sen, ale też zdaję sobie sprawę ile to dziecko dla mnie znaczy. Jak bardzo pragnę, żeby wszystko było w porządku.

Moje szlochanie budzi męża. Jednak nie sprawdził się dziś :(
Zapytał tylko czemu płaczę. Ledwo wydukałam końcówkę snu. "Ale to tylko sen, nie płacz. Nie wolno ci płakać". I poszedł dalej spać. 
Trochę się nie dziwię, bo było to po 4 nad ranem (czyli jakieś 45 min. temu, a on przed 5 wstaje do pracy), no ale przytulić mógł...
Przytulał później jak już wstał na dobre po tym jak zadzwonił budzik, ale potrzebowałam tego wcześniej...

 Jest  godzina 5, minut 15.  Napisałam tego posta, żeby się całkowicie rozbudzić i zaraz znów spróbuję zasnąć. Po tym śnie próbowałam 3 razy, ale jakoś cały czas płakać mi się chciało i płakałam. Teraz też lecą mi łzy, ale już powoli się całkowicie uspokajam.

Zrozumiałam jak ważna jest już dla mnie moja córcia. Ona jest już członkiem rodziny, tylko jeszcze jej nie widać. Ale ją czuję, wiem, że jest. I już ją tak bardzo kocham.

I to był pierwszy raz, kiedy poczułam tak wielki strach o dziecko. Strach matki.


środa, 4 września 2013

Ratunku rozstępy atakują!

Przebieram się przy mężu i słyszę:
Mąż - A co ty tu masz na pośladkach? Takie czerwone, podrapałaś się tak?
Ja - Ale co? Gdzie?

Biorę w rękę lusterko patrzę i widzę małe czerwone ohydne rozstępy! Nosz kurrrr znowu??? Nawet na dupie???
Mój zad wygląda jakbym latała nago bez majtek między ostrymi krzaczkami malin albo jeżyn... :(
No i już mamy dwa miejsca zainfekowane tymi tak znienawidzonymi bliznami: piersi i pupa.

Będę stosować i tu Bio Oil, ale jakoś ostatnio brakuje mi do niego cierpliwości. Dużo go idzie, buteleczka wystarcza na 3 tyg, a teraz jak dojdą pośladki to w tydzień wytracę całe opakowanie.
Zresztą coś za długo czekam na efekty. Korci mnie ten krem na rozstępy z Ziaji. Może kupię i już zacznę stosować tylko narazie na pupie... No zobaczę.
Tak czy siak się zdenerwowałam i zmartwiłam. Co to znaczy? Że tyłek mi rośnie?! Zajebiście...

wtorek, 3 września 2013

Co przywieje jesienny wiatr?...

Zawsze w moim życiu rzeczy przełomowe zdarzały się jesienią. W większości to były dobre rzeczy.
Na jesieni spodziewam się dziecka, a to już nie lada przełom.
Szum liści pomału brązowiejących i opadających zawsze wywołuje we mnie refleksję. Nad sobą, nad życiem.
Ten jesienny czas jest dla mnie czasem podsumowań.

U wielu jesienna aura wywołuje melancholię, a nawet czasem wpędza w depresję. A mnie wycisza. Ludzie jakby mniej pędzili (choćby dlatego, żeby nie pobrudzić sobie butów i spodni, gdy na dworze plucha). A może mi się tylko tak wydaje. Może to tylko ja przystaję na chwilkę, żeby się zastanowić, żeby poobserwować świat.

Na następną jesień pewnie nie będę umiała sobie wyobrazić życia bez Marysi. Matko, żeby tak było. Chcę jej zdrowej i uśmiechniętej. Chcę ją kochać nad życie i być dla niej najlepszą matką.

poniedziałek, 2 września 2013

Sprawa Katarzyny Waśniewskiej

Pamiętam jak dziś, kiedy koleżanka na Facebooku umieściła zdjęcie półrocznej dziewczynki, którą porwano i prosiła o dalsze udostępnianie zdjęcia. Dalsze losy chyba każdy w Polsce zna.

Sprawa Katarzyny W. wywołuje u mnie emocje już od samego początku. Teraz jednak większe, bo sama będę matką i też będę mieć córeczkę. 
Zawsze byłam wrażliwa na krzywdę innych, ale teraz jeszcze bardziej ją odczuwam jeśli chodzi o dzieci. 

Tak samo mam jeśli chodzi o psy. Odkąd mamy naszą suczkę to nie mogę znieść, gdy widzę cierpienie psów lub innych zwierząt. 

Jestem bardzo ciekawa jaki zapadnie wyrok. Sprawę śledzę od początku. Dziś były mowy końcowe. 

Ogarnia mnie smutek. I żal. 

Najwidoczniej miłość bezwarunkowa nie zawsze się pojawia wraz z urodzeniem dziecka. 
Mam kilka koleżanek, którym mamy "się nie udały". Widziałam w swoim życiu też kilka (może kilkanaście) patologii. Wiem jak dorośli potrafią zmarnować życie dziecku.

I tu pojawia się lęk. Czy ja swojej córeczce życia nie zmarnuję? Czy nie wepchnę ją w jakieś problemy psychiczne? Albo mój mąż, a jej ojciec? Czy nie nauczę jej złych rzeczy, bądź nie nauczę jak sobie radzić z różnymi sytuacjami, ze wszystkim. Czy będzie szczęśliwa? Czy, gdy będzie dorosłą kobietą nie powie: "Matka? Ja nie mam matki, ona dla mnie nie istnieje."???

Czy będzie mówić o mnie tak jak ja o swojej mamie, że jest najukochańsza na świecie?

Łza w oku się kręci, kiedy myślę o tym wszystkim. 

I tak Katarzyna W. zmusiła mnie do głębszej refleksji i zadania sobie pytań bez odpowiedzi. Wracając do niej właśnie to mam nadzieję, że wyrok będzie sprawiedliwy (podobno ogłoszenie jutro po 11).

niedziela, 1 września 2013

O tym jak katar marnuje mi życie...

Nie mam już siły. 
Od rana zużyłam chyba z 10 paczek chusteczek. Alergia daje mi się we znaki, a Avamys, który przepisują mi na katar (jedyny bezpieczny w ciąży) właśnie się skończył. Chociaż i tak nie jest zbyt rewelacyjny i nawet jak go mam to mi i tak czasem katar doskwiera.

Nie wiem jak to jest, ale najbardziej męczący katar mam zazwyczaj w niedzielę. Wtedy, kiedy mogę odpoczywać, leżeć ile tylko wlezie. A ja albo siedzę, albo chodzę w kółko kichając, narzekając i smarkając. 
Czasami pomaga spacer i przebywanie na świeżym powietrzu, ale dziś leje cały dzień, jest zimno, szaro i ponuro. 

Więc będę sobie tu była smarkając dalej i przeglądając inne blogi :)

Pozdrawiam wszystkie męczące się alergiczki w ciąży :)