czwartek, 3 kwietnia 2014

Taki żarcik :)

Ten wpis z 1 kwietnia, że Marysia (moja pięciomiesięczna córeczka) mówi do mnie "mamo" to był żarcik :)

Nie byłabym sobą, gdybym nie wykorzystała bloga na Prima Aprilis :D

Pozdrawiam wszystkie wkręcone :* 

I Ciebie Paulinko, Ty za dobrze mnie znasz ;*

wtorek, 1 kwietnia 2014

Moje dziecko mówi "mamo"!!!!!!!!!!!!

Marysia woła mnie jak coś chce "mamo! mamo!" !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Jak to możliwe, żeby niespełna pięciomiesięczne dziecko tak mówiło!!!???

czwartek, 27 marca 2014

Sposób na dobre samopoczucie

Kochane nie wiem czy Marysia da mi dokończyć ten post, bo narazie leży sobie spokojnie, ale to może się zmienić w każdej chwili ;)

Pisałam już o ćwiczeniach z Chodakowską. Skalpel mi bardzo odpowiada, reszty nie ćwiczyłam. Teraz robię go bardzo rzadko, bo znalazłam coś fajniejszego :) Oto najfajniejsze ćwiczenia jakie ostatnio robiłam. Dają wycisk. Pot się leje i na początku aż płakać się chce, ale kiedy człowiek wykona je do końca to naprawdę jest zadowolony a przede wszystkim dumny.

Zaczęłam walkę z nadprogramowymi kilogramami a fitness blender mi pomaga. Nigdy nie byłam typem miłośniczki fitnessu czy nawet sportu, tylko jakieś spacerowanie, ewentualnie stepper (dopóki się nie złamał ;P) Poważnie! Dziwne, bo wtedy ważyłam o prawie 20 kg mniej niż teraz ;) Ale normalnie pękła taka część (metalowa!!!) i nie dało się tego naprawić.

Poza tym jestem na diecie 1000-1300 kcal. Nie dało rady inaczej schudnąć. Wiem, że nie każdy ją poleca, ale staram się te kalorie wypełnić najzdrowiej jak potrafię. No i 5 kg już jest mniej w jakieś półtora miesiąca.

Jednak muszę przyznać, że zachęciła mnie do ćwiczeń Ewa to dzięki niej zaczęłam się ruszać. A dzięki ćwiczeniom mam o wiele lepszy humor i jakoś łatwiej jest :)


To był ten tajemniczy powód :)
Każdej z Was polecam.

Ps. Tak całkowicie z innej beczki, Marysia zrobiła dziś dwie kupki, choć normalnie wypróżnia się raz na dzień, bądź raz na dwa dni. Czy powinnam się obawiać, że coś jest nie tak?...

wtorek, 25 marca 2014

Oszalałam z miłości

Ostatni post był nieco dołujący. Moja córeczka zaczęła więcej jeść szczególnie na wieczór i w nocy i śpi teraz z dłuższymi przerwami. To oczywiście sprawiło poprawę humoru mamuśki :)

Poza tym Marysia przestała być już różowym ciałkiem co to się je tylko przewija, karmi i usypia. Czuję, że między nami powstała naprawdę duża więź. Córeńka moja potrafi wpatrywać się we mnie jak w obrazek, zaczepiać wymawiając "eee" albo "yyy" albo krzycząc :) Ostatnio także pokazuje jak ładnie piszczy ze złości :)

Mój Skarb dużo się uśmiecha. Łatwiej ją rozbawić. W zasadzie codziennie nas zaskakuje czymś nowym. Dzięki niej uśmiech pojawia się nam na twarzy o wiele częściej niż kiedy była nas tylko dwójka.

Nie mogę się na nią napatrzeć, nie mogę się nią nacieszyć, uwielbiam ją.


Ale muszę Wam powiedzieć, że dobry humor przynosi też pewna rzecz... Ale o tym w następnym poście, bo moja Gwiazdeczka się obudziła :)


piątek, 14 marca 2014

Jestem zmęczona

8 marca Marysi "stuknęło" 4 miesiące.
Czas tak zapierdziela, że nawet nie ogarniam. 

Ostatnio moja Córcia daje troszkę popalić. W dzień prawie nie śpi. Jej sen jest ustawiony na tryb dwudziestominutowy lub półgodzinny. 
W ostatnie piękne słoneczne dni chodziłyśmy codziennie na spacery. Czasem Mała popłakiwała, ale głównie przesypiała całe wycieczki. 
W nocy budzi się co 2 godziny na jedzenie. To dość męczące. Choć była też taka noc, że budziła się co godzina. Kocham moją Córeńkę nad życie i uwielbiam, ale wtedy myślałam, że zwariuję. 

W zasadzie nie mam czasu na nic. Ani na napisanie czegoś na blogu, ani na poczytanie Waszych.

Jednak oprócz zmęczenia czuję dumę z mojej pierworodnej. Ostatnio obróciła się sama z plecków na bok. Cały czas "gada", choć ostatnio potrzebuje do tego koniecznie włożonej do buźki całej dłoni. 

Mała ostatnio także zaczęła podnosić główkę tak jakby miała zamiar wstać. Robi też coś w rodzaju mostka. Długo nie chce leżeć w leżaczku, bo się zsuwa i podnosi sprawiając wrażenie jakby miała za chwilę faktycznie wstać i wyjść. 

Poza tym wszystko co ląduje w jej ręce ląduje także w jej buzi. Wkłada do niej wszystko co uda się jej chwycić. 

Wszystko byłoby pięknie, gdyby spała więcej w dzień i dłużej w nocy. Bo powiem Wam szczerze, że jestem zmęczona, po prostu zmęczona, zwyczajnie zmęczona...

Właśnie tak próbuję jak smakuje gwiazdka

Chciałabym poznać także smak tego misia :)

niedziela, 23 lutego 2014

Ćwiczenia z Chodakowską nie pozwalają schudnąć?

Zawsze mówiłam "odchudzam się od poniedziałku" albo "odchudzam się od jutra". "Jutro" zazwyczaj nie nadchodziło.

Od jakiegoś czasu chodziła mi po głowie Chodakowska. Zaczęłam o niej czytać. Wiedziałam, że porywa tłumy i że ćwiczy z nią pół Polski. Jednak mam w sobie coś takiego, że skoro coś robią wszyscy to ja na przekór jakby myślę sobie, że ja nie jestem "wszyscy" i tego nie robię. Jednak efekty jakie dziewczyny pokazują w internecie przekonały mnie. Obiecałam sobie jednak, że nie napiszę tu Wam ani nikomu nie powiem, że zamierzam robić ćwiczenia z Chodakowską dopóki nie minie miesiąc a chęci ćwiczeń nie okażą się słomianym zapałem (tak jak zazwyczaj bywało). Z systematycznością zawsze miałam problem. Zresztą fitness jakoś nigdy mnie nie pociągał. Wolałam jeździć na rowerku czy spacerować.
Długo zabierałam się za Skalpel. Najpierw go obejrzałam. Potem obejrzałam jeszcze raz zajadając frytki ;)
Potem zrobiłam tylko na próbę 11 min, a potem zrobiłam cały. Zrobiłam jeden raz, drugi, trzeci i czwarty. Obiecałam sobie, że wytrzymam miesiąc i dopiero zobaczę jakie efekty i czy warto ćwiczyć dalej.
W pierwszym tygodniu Skalpel zrobiłam 4 razy, w następnym 5, kolejnym 6 i w ostatnim 4 (dziś byłby 5, ale zaraz wytłumaczę dlaczego nie będzie). Sama się zdziwiłam, że tak często chcę ćwiczyć. Ewa jakoś wciąga i naprawdę po ćwiczeniach z nią miałam o wiele lepsze samopoczucie.

Moim największym problemem był brzuch po ciąży, który nadal wyglądał jakbym była w 7 miesiącu. Brzuch (a raczej worek) zaczął się wchłaniać praktycznie od pierwszego Skalpela. Po każdych ćwiczeniach czułam, że brzucha jest mniej. Po miesiącu ćwiczeń faktycznie brzuch ciążowy zniknął. Ale...

No właśnie. Niestety się bardzo zawiodłam. Myślałam, że napiszę tu po miesiącu, że Ewa czyni cuda i że ćwiczenia z nią przynoszą zajebiste efekty. Być może tyle ćwiczeń to za mało. Być może sam Skalpel to za mało. Być może moja "dieta" jest zła.

Moje "ale" dotyczy spadku wagi. Po dwóch tygodniach spadło mi 0,5 kg. I już nic nawet gram nie spadł.
Nie wiem o co chodzi. Tydzień temu stwierdziłam, że piję za mało wody, więc zwiększyłam jej spożywanie, ale i tak nic. I to nie jest tak, że wagę mam spoko, a Skalpel zaczął wyrabiać mi mięśnie. Ja mam jakieś 10 kg nadwagi. Ograniczyłam ilość spożywanych posiłków. Zrezygnowałam z białego chleba. Z pieczywa jem jedną grahamkę dziennie, góra dwie i chlebek Pano (biedronkowy Wasa). Słodycze ograniczyłam do minimum, czyli jeden batonik na tydzień. Ostatni posiłek jem 20-21, a kładę się do łóżka po 24.

Myśłam, że jeśli będę regularnie się ruszać to kilogramy zaczną lecieć w dół...
Skalpel wyciska ze mnie poty, ale jest statyczny nie dynamiczny i dla początkujących najlepszy (tak słyszałam), bo Killer czy inne programy Ewy podobno są ciężkie do zrobienia.

Nie wiem gdzie popełniam błąd.

Przed ćwiczeniami z Ewą ze dwa tygodnie byłam już na "ograniczonym żarciu" i wtedy też nic mi waga nie spadła.
Jestem załamana. Czy to jakieś hormony nie pozwalają mi schudnąć? Czy powinnam jeść tylko sałatę? Ale odciągam pokarm (jakieś 300 ml dziennie) i chcę go mieć jeszcze jakiś czas dla Marysi, choć ona nie chce jeść z piersi to ja chcę jej dawać jeszcze moje mleko póki mogę.
Czy któraś z Was ćwiczyła Skalpel i ma podobne doświadczenia?

Może Wy podsuniecie mi jakiś pomysł, co robię źle? Proszę.

środa, 19 lutego 2014

Moja trzymięsięczna córka gada!

-"Mamo, czy byłabyś tak uprzejma sporządzić mi butelkę mleka? Mam poczucie, iż 120 ml mnie zaspokoi."

Hehe, no nie, tak to nie gada :) Zresztą za kilka lat pewnie też nie będzie tak mówić tylko: "Mamo mleka!" albo "Mamo jeść!".

Ale pomarzyć zawsze można ;)

Jednakowoż moja Córeczka i tak naprawdę próbuje "rozmawiać". Od "uuu", przez "baa", "guu", po "bi", "gi" "ga", "ma" i kilka jeszcze innych, o których w tym momencie nie pamiętam. Wypowiadając te dźwięki Marysia krzywi się i podnosi ton tak jak by chciała nas opieprzyć za coś, a czasem czymś zaciekawić, albo po prostu pogadać. Jej głosik jest naprawdę donośny :) A jej "rozmowy" potrafią być bardzo pocieszne. Codziennie umie nas czymś rozśmieszyć. Jest po prostu wspaniała, a ja dumna.

Co jeszcze u nas? Piękna pogoda zachęciła nas do spacerów. Marysia bardzo denerwuje się, kiedy słońce świeci jej prosto w twarzyczkę i daje donośnie o tym znać. Przyznam się Wam szczerze, że kiedy Mała zaczynać płakać na spacerze a ja jestem sama to troszkę się stresuję. Boję się, że słysząc taki płacz ludzie pomyślą, że jestem wyrodną matką, albo nieudolną. Na szczęście zawsze udaje mi się Maryśkę uspokoić :) Jednak wizja jej okropnego płaczu i mojej osoby próbującej ją uspokoić na środku chodnika jednej z najruchliwszych ulic troszkę mnie przeraża... Ale i tak spacery z Nią są samą przyjemnością...