wtorek, 3 września 2013

Co przywieje jesienny wiatr?...

Zawsze w moim życiu rzeczy przełomowe zdarzały się jesienią. W większości to były dobre rzeczy.
Na jesieni spodziewam się dziecka, a to już nie lada przełom.
Szum liści pomału brązowiejących i opadających zawsze wywołuje we mnie refleksję. Nad sobą, nad życiem.
Ten jesienny czas jest dla mnie czasem podsumowań.

U wielu jesienna aura wywołuje melancholię, a nawet czasem wpędza w depresję. A mnie wycisza. Ludzie jakby mniej pędzili (choćby dlatego, żeby nie pobrudzić sobie butów i spodni, gdy na dworze plucha). A może mi się tylko tak wydaje. Może to tylko ja przystaję na chwilkę, żeby się zastanowić, żeby poobserwować świat.

Na następną jesień pewnie nie będę umiała sobie wyobrazić życia bez Marysi. Matko, żeby tak było. Chcę jej zdrowej i uśmiechniętej. Chcę ją kochać nad życie i być dla niej najlepszą matką.

poniedziałek, 2 września 2013

Sprawa Katarzyny Waśniewskiej

Pamiętam jak dziś, kiedy koleżanka na Facebooku umieściła zdjęcie półrocznej dziewczynki, którą porwano i prosiła o dalsze udostępnianie zdjęcia. Dalsze losy chyba każdy w Polsce zna.

Sprawa Katarzyny W. wywołuje u mnie emocje już od samego początku. Teraz jednak większe, bo sama będę matką i też będę mieć córeczkę. 
Zawsze byłam wrażliwa na krzywdę innych, ale teraz jeszcze bardziej ją odczuwam jeśli chodzi o dzieci. 

Tak samo mam jeśli chodzi o psy. Odkąd mamy naszą suczkę to nie mogę znieść, gdy widzę cierpienie psów lub innych zwierząt. 

Jestem bardzo ciekawa jaki zapadnie wyrok. Sprawę śledzę od początku. Dziś były mowy końcowe. 

Ogarnia mnie smutek. I żal. 

Najwidoczniej miłość bezwarunkowa nie zawsze się pojawia wraz z urodzeniem dziecka. 
Mam kilka koleżanek, którym mamy "się nie udały". Widziałam w swoim życiu też kilka (może kilkanaście) patologii. Wiem jak dorośli potrafią zmarnować życie dziecku.

I tu pojawia się lęk. Czy ja swojej córeczce życia nie zmarnuję? Czy nie wepchnę ją w jakieś problemy psychiczne? Albo mój mąż, a jej ojciec? Czy nie nauczę jej złych rzeczy, bądź nie nauczę jak sobie radzić z różnymi sytuacjami, ze wszystkim. Czy będzie szczęśliwa? Czy, gdy będzie dorosłą kobietą nie powie: "Matka? Ja nie mam matki, ona dla mnie nie istnieje."???

Czy będzie mówić o mnie tak jak ja o swojej mamie, że jest najukochańsza na świecie?

Łza w oku się kręci, kiedy myślę o tym wszystkim. 

I tak Katarzyna W. zmusiła mnie do głębszej refleksji i zadania sobie pytań bez odpowiedzi. Wracając do niej właśnie to mam nadzieję, że wyrok będzie sprawiedliwy (podobno ogłoszenie jutro po 11).

niedziela, 1 września 2013

O tym jak katar marnuje mi życie...

Nie mam już siły. 
Od rana zużyłam chyba z 10 paczek chusteczek. Alergia daje mi się we znaki, a Avamys, który przepisują mi na katar (jedyny bezpieczny w ciąży) właśnie się skończył. Chociaż i tak nie jest zbyt rewelacyjny i nawet jak go mam to mi i tak czasem katar doskwiera.

Nie wiem jak to jest, ale najbardziej męczący katar mam zazwyczaj w niedzielę. Wtedy, kiedy mogę odpoczywać, leżeć ile tylko wlezie. A ja albo siedzę, albo chodzę w kółko kichając, narzekając i smarkając. 
Czasami pomaga spacer i przebywanie na świeżym powietrzu, ale dziś leje cały dzień, jest zimno, szaro i ponuro. 

Więc będę sobie tu była smarkając dalej i przeglądając inne blogi :)

Pozdrawiam wszystkie męczące się alergiczki w ciąży :)

sobota, 31 sierpnia 2013

Wyrodna matka jeszcze nienarodzonego dziecka?

Usłyszałam wczoraj od teściowej słowa: "A Ty myślisz, że po porodzie to będziesz miała czas tak na komputerze siedzieć?"... I w ogóle doszła do wniosku, że komputer to mogę odłączyć i schować na strych.
Rozumiem, że dziecko będzie pochłaniało większość mojego czasu i uwagi, ale żeby 100%? 
To znaczy, że nie będę mogła siąść przy kompie 15 minut, żeby sprawdzić wiadomości czy napisać post na bloga? 
To znaczy, że do łazienki też nie będę mogła pójść? Będę razem z dzieckiem chodzić w pampersie?
Przecież będę musiała się choćby wykąpać, co też nie zajmuje 2 minut przecież!

Jakiś się bunt wczoraj we mnie odezwał. Przecież po pracy będzie też tatuś w domu, który wraca około 14. Przecież do cholery obiecał się zaangażować! 
Rozumiem, że nie będzie karmił piersią, ale inne czynności wykonywać może.

Pobuntowałam się, zdenerwowałam, a potem pomyślałam: "Nieźle. Jeszcze Marysi nawet na świecie nie ma, a ja już noszę znamiona wyrodnej matki?"...

Ale czyżby na pewno? Czy to się może zdrowy rozsądek we mnie odzywa, że przecież nie mogę popaść w paranoję i do dziecka nikogo innego nie dopuszczać i tylko sama zajmować się dzieckiem 24 h na dobę...?

czwartek, 29 sierpnia 2013

"Wysyp" kobiet w ciąży, czyżby skutki długiej zimy? ;)

Może zawsze po ulicach chodziło tyle samo kobiet w ciąży, a ja nie zwracałam na nie szczególnej uwagi, ale teraz kiedy i ja jestem w błogosławionym stanie to spotykam je prawie codziennie.
Dziś jechaliśmy do lasu na krótki spacer z mężusiem i na jednym rogu kobieta w ciąży i oczywiście moja reakcja: "Przyjrzyj się szybko, która ma większy?" :)
Nie minęła minuta idzie następna, ja znów porównuję brzuchy, a mężuś: "Faktycznie długa zima była w tym roku" :)

Szkoda, że między ciężarnymi nie ma czegoś takiego, że każda każdej na starcie mogłaby zapytać się w którym jest tygodniu...
Chyba każda sobie porównuje brzuchy, więc krótka rozmowa:
- Cześć, który tydzień?
- 28, a ty?
- 30.
- Aha, to narazie.
- narazie.

:)

Nie byłoby fajnie?
Ja nie miałabym nic przeciwko takim krótkim i rzeczowym konwersacjom :)

środa, 28 sierpnia 2013

Sny ciężarnej


Miałam sen...
Jak wiadomo sny to ukryte pragnienia bądź lęki. Nie ukrywam, że lękam się prawie wszystkiego co związane z porodem i macierzyństwem. Wiele rozmyślam, analizuję.
Wszystko to odbija się w nocy. Prawie każdej nocy śni mi się coś co związane jest z porodem bądź moim dzieckiem.
Zresztą widzę, że i mężowi się udziela, bo jemu też się śnią dzieci... Ostatnio opowiadał mi, że śniło mu się, że mieliśmy już dziecko, ale nie nadążał zmieniać pieluch i wycierać wymiocin ;) Jak przewinął pieluszkę z kupką, to było już całe zarzygane. Jak wytarł to znowu kupa i tak w kółko. Mówił, że nie mógł ogarnąć ;)

A mi dziś się śniło, że urodziłam córeczkę (czyli planowo). Trzymałam ją na rękach i stwierdziłam, że imię Marysia do niej nie pasuje i szybko podjęłam decyzję, że będzie miała na imię (drugie na liście) Dagmara.

No i teraz się znów nad tą Marysią zastanawiam...

wtorek, 27 sierpnia 2013

Test obciążenia glukozą i 28 lub 30 tydzień...

Chociaż z USG termin porodu również wypada na połowę listopada, a dokładnie 16 to i tak będę brała pod uwagę to, że mogę być w 30 tygodniu ciąży.

Próba glukozowa za mną. Robiłam sobie w niedzielę.
Myślałam, że pójdzie mi gładko, bom pożeracz słodyczy i wszelkiego słodkiego. Myślałam, że nie zrobi więc na mnie przesłodzony roztwór większego znaczenia. Jednak po wskazanym czasie, kiedy mogłam już jeść, zrobiłam sobie kanapki i po jakiejś pół godzince miałam "cofkę z żołądka"... :( Wymęczyło mnie trochę...

Wyniki poziomu cukru we krwi:
1. na czczo: 85
2. po wypiciu 75 g glukozy, po 1 godzinie: 157
3. po 2 godzinach: 139

Normy, jakie znalazłam w internecie to:
1. do 105
2. do 180
3. do 140

Po dwóch godzinach ledwo ledwo zmieściłam się w normie.
Nie wiem czy to może mieć znaczenie, ale w sobotę po 21 wciągnęłam dużego batona marsa...
No ale w normie się mieszczę. Nie będę się tym martwić narazie i panikować. Zobaczymy co powie na to gin.

Ruchy Marysi już nie takie gwałtowne i już nie podskakuje mi brzuch tak jak to było jeszcze zaledwie tydzień temu... Mam nadzieję, że wszystko w porządku, a zmniejszenie intensywności ruchów są efektem zmniejszającego się miejsca dla Małej w mojej macicy.