Usłyszałam wczoraj od teściowej słowa: "A Ty myślisz, że po porodzie to będziesz miała czas tak na komputerze siedzieć?"... I w ogóle doszła do wniosku, że komputer to mogę odłączyć i schować na strych.
Rozumiem, że dziecko będzie pochłaniało większość mojego czasu i uwagi, ale żeby 100%?
To znaczy, że nie będę mogła siąść przy kompie 15 minut, żeby sprawdzić wiadomości czy napisać post na bloga?
To znaczy, że do łazienki też nie będę mogła pójść? Będę razem z dzieckiem chodzić w pampersie?
Przecież będę musiała się choćby wykąpać, co też nie zajmuje 2 minut przecież!
Jakiś się bunt wczoraj we mnie odezwał. Przecież po pracy będzie też tatuś w domu, który wraca około 14. Przecież do cholery obiecał się zaangażować!
Rozumiem, że nie będzie karmił piersią, ale inne czynności wykonywać może.
Pobuntowałam się, zdenerwowałam, a potem pomyślałam: "Nieźle. Jeszcze Marysi nawet na świecie nie ma, a ja już noszę znamiona wyrodnej matki?"...
Ale czyżby na pewno? Czy to się może zdrowy rozsądek we mnie odzywa, że przecież nie mogę popaść w paranoję i do dziecka nikogo innego nie dopuszczać i tylko sama zajmować się dzieckiem 24 h na dobę...?
sobota, 31 sierpnia 2013
czwartek, 29 sierpnia 2013
"Wysyp" kobiet w ciąży, czyżby skutki długiej zimy? ;)
Może zawsze po ulicach chodziło tyle samo kobiet w ciąży, a ja nie zwracałam na nie szczególnej uwagi, ale teraz kiedy i ja jestem w błogosławionym stanie to spotykam je prawie codziennie.
Dziś jechaliśmy do lasu na krótki spacer z mężusiem i na jednym rogu kobieta w ciąży i oczywiście moja reakcja: "Przyjrzyj się szybko, która ma większy?" :)
Nie minęła minuta idzie następna, ja znów porównuję brzuchy, a mężuś: "Faktycznie długa zima była w tym roku" :)
Szkoda, że między ciężarnymi nie ma czegoś takiego, że każda każdej na starcie mogłaby zapytać się w którym jest tygodniu...
Chyba każda sobie porównuje brzuchy, więc krótka rozmowa:
- Cześć, który tydzień?
- 28, a ty?
- 30.
- Aha, to narazie.
- narazie.
:)
Nie byłoby fajnie?
Ja nie miałabym nic przeciwko takim krótkim i rzeczowym konwersacjom :)
Dziś jechaliśmy do lasu na krótki spacer z mężusiem i na jednym rogu kobieta w ciąży i oczywiście moja reakcja: "Przyjrzyj się szybko, która ma większy?" :)
Nie minęła minuta idzie następna, ja znów porównuję brzuchy, a mężuś: "Faktycznie długa zima była w tym roku" :)
Szkoda, że między ciężarnymi nie ma czegoś takiego, że każda każdej na starcie mogłaby zapytać się w którym jest tygodniu...
Chyba każda sobie porównuje brzuchy, więc krótka rozmowa:
- Cześć, który tydzień?
- 28, a ty?
- 30.
- Aha, to narazie.
- narazie.
:)
Nie byłoby fajnie?
Ja nie miałabym nic przeciwko takim krótkim i rzeczowym konwersacjom :)
środa, 28 sierpnia 2013
Sny ciężarnej
Miałam sen...
Jak wiadomo sny to ukryte pragnienia bądź lęki. Nie ukrywam, że lękam się prawie wszystkiego co związane z porodem i macierzyństwem. Wiele rozmyślam, analizuję.
Wszystko to odbija się w nocy. Prawie każdej nocy śni mi się coś co związane jest z porodem bądź moim dzieckiem.
Zresztą widzę, że i mężowi się udziela, bo jemu też się śnią dzieci... Ostatnio opowiadał mi, że śniło mu się, że mieliśmy już dziecko, ale nie nadążał zmieniać pieluch i wycierać wymiocin ;) Jak przewinął pieluszkę z kupką, to było już całe zarzygane. Jak wytarł to znowu kupa i tak w kółko. Mówił, że nie mógł ogarnąć ;)
A mi dziś się śniło, że urodziłam córeczkę (czyli planowo). Trzymałam ją na rękach i stwierdziłam, że imię Marysia do niej nie pasuje i szybko podjęłam decyzję, że będzie miała na imię (drugie na liście) Dagmara.
No i teraz się znów nad tą Marysią zastanawiam...
wtorek, 27 sierpnia 2013
Test obciążenia glukozą i 28 lub 30 tydzień...
Chociaż z USG termin porodu również wypada na połowę listopada, a dokładnie 16 to i tak będę brała pod uwagę to, że mogę być w 30 tygodniu ciąży.
Próba glukozowa za mną. Robiłam sobie w niedzielę.
Myślałam, że pójdzie mi gładko, bom pożeracz słodyczy i wszelkiego słodkiego. Myślałam, że nie zrobi więc na mnie przesłodzony roztwór większego znaczenia. Jednak po wskazanym czasie, kiedy mogłam już jeść, zrobiłam sobie kanapki i po jakiejś pół godzince miałam "cofkę z żołądka"... :( Wymęczyło mnie trochę...
Wyniki poziomu cukru we krwi:
1. na czczo: 85
2. po wypiciu 75 g glukozy, po 1 godzinie: 157
3. po 2 godzinach: 139
Normy, jakie znalazłam w internecie to:
1. do 105
2. do 180
3. do 140
Po dwóch godzinach ledwo ledwo zmieściłam się w normie.
Nie wiem czy to może mieć znaczenie, ale w sobotę po 21 wciągnęłam dużego batona marsa...
No ale w normie się mieszczę. Nie będę się tym martwić narazie i panikować. Zobaczymy co powie na to gin.
Ruchy Marysi już nie takie gwałtowne i już nie podskakuje mi brzuch tak jak to było jeszcze zaledwie tydzień temu... Mam nadzieję, że wszystko w porządku, a zmniejszenie intensywności ruchów są efektem zmniejszającego się miejsca dla Małej w mojej macicy.
Próba glukozowa za mną. Robiłam sobie w niedzielę.
Myślałam, że pójdzie mi gładko, bom pożeracz słodyczy i wszelkiego słodkiego. Myślałam, że nie zrobi więc na mnie przesłodzony roztwór większego znaczenia. Jednak po wskazanym czasie, kiedy mogłam już jeść, zrobiłam sobie kanapki i po jakiejś pół godzince miałam "cofkę z żołądka"... :( Wymęczyło mnie trochę...
Wyniki poziomu cukru we krwi:
1. na czczo: 85
2. po wypiciu 75 g glukozy, po 1 godzinie: 157
3. po 2 godzinach: 139
Normy, jakie znalazłam w internecie to:
1. do 105
2. do 180
3. do 140
Po dwóch godzinach ledwo ledwo zmieściłam się w normie.
Nie wiem czy to może mieć znaczenie, ale w sobotę po 21 wciągnęłam dużego batona marsa...
No ale w normie się mieszczę. Nie będę się tym martwić narazie i panikować. Zobaczymy co powie na to gin.
Ruchy Marysi już nie takie gwałtowne i już nie podskakuje mi brzuch tak jak to było jeszcze zaledwie tydzień temu... Mam nadzieję, że wszystko w porządku, a zmniejszenie intensywności ruchów są efektem zmniejszającego się miejsca dla Małej w mojej macicy.
poniedziałek, 26 sierpnia 2013
Trzeba jakoś to wszystko przeżyć...
Rozterek na temat wyliczenia terminu porodu ciąg dalszy...
Ale nie będę się użalać.
Po prostu będę liczyć jako 28 albo 30 tydzień ciąży. Informacje też o tych dwóch terminach będę zbierać naraz i już. No jakoś to musi być przecież...
niedziela, 25 sierpnia 2013
Źle obliczony termin porodu
Martwi mnie pewna rzecz...
Niektóre koleżanki, które zwracały uwagę na mój duży brzuch rzuciły z lekka: "A może oni ci ten termin źle wyliczyli?".
Zaczęłam się zastanawiać nad tym, analizować i w sumie coś mi się tu nie zgadza.
Nie wiem czy będę umiała przedstawić jasno moje wątpliwości, ale postaram się.
Kiedy liczy się tygodnie ciąży to bierze się termin od zapłodnienia i dodaje dwa tygodnie. Dobrze rozumiem? Jeśli źle to bardzo proszę o sprostowanie.
Więc tak, jeśli ja teraz jestem w 28 tygodniu ciąży to to znaczy, że jestem w 26 od dnia zapłodnienia.
Tylko, że ja wiem, że owulacji mieć nie mogłam 26 tygodni temu, ponieważ robiłam sobie testy owulacyjne, (o których pisałam w lutym na samym początku założenia tego bloga) i one pokazywały "brak owulacji".
A one z kolei tak pokazywały, bo kiedy je robiłam to byłam nie tylko już po owulacji, ale także po zapłodnieniu!
Aby mogło dojść do zapłodnienia wcześniej to owulacja musiała być zaraz po zakończeniu miesiączki no i oczywiście zbliżenie też. Zbliżenie było na pewno (walentynki ;P), więc widocznie trafiliśmy w owulację, a ja o tym nie wiedziałam, bo testy owulacyjne stosowałam dopiero po 10 czy 11 dniach od pierwszego dnia miesiączki (czyli 8 lutego).
Dlatego byłam tak zdziwiona tą ciążą!
Ale nie o to chodzi. Chodzi o to, że jeśli dobrze kminię, to doszło do zapłodnienia nie 26 tyg. temu tylko 28 tyg. temu, czyli jeśli dodamy do tego 2 tygodnie to ja jestem nie w 28 tyg ciąży tylko 30!
A to wtedy oznacza, że powinnam urodzić nie w połowie listopada tylko na samiutkim początku!
A to oznacza, że jak faktycznie przenoszę ciążę to i tak każdy będzie myslał, że jest ok!
A jak urodzę na początku listopada to zdefiniują poród jako przedwczesny!
Czyli to wszystko oznacza, że ja już nic nie wiem :(
Nie wiem, nie znam się, nie orientuję się, po prostu głupia jestem tym temacie... :(
Niektóre koleżanki, które zwracały uwagę na mój duży brzuch rzuciły z lekka: "A może oni ci ten termin źle wyliczyli?".
Zaczęłam się zastanawiać nad tym, analizować i w sumie coś mi się tu nie zgadza.
Nie wiem czy będę umiała przedstawić jasno moje wątpliwości, ale postaram się.
Kiedy liczy się tygodnie ciąży to bierze się termin od zapłodnienia i dodaje dwa tygodnie. Dobrze rozumiem? Jeśli źle to bardzo proszę o sprostowanie.
Więc tak, jeśli ja teraz jestem w 28 tygodniu ciąży to to znaczy, że jestem w 26 od dnia zapłodnienia.
Tylko, że ja wiem, że owulacji mieć nie mogłam 26 tygodni temu, ponieważ robiłam sobie testy owulacyjne, (o których pisałam w lutym na samym początku założenia tego bloga) i one pokazywały "brak owulacji".
A one z kolei tak pokazywały, bo kiedy je robiłam to byłam nie tylko już po owulacji, ale także po zapłodnieniu!
Aby mogło dojść do zapłodnienia wcześniej to owulacja musiała być zaraz po zakończeniu miesiączki no i oczywiście zbliżenie też. Zbliżenie było na pewno (walentynki ;P), więc widocznie trafiliśmy w owulację, a ja o tym nie wiedziałam, bo testy owulacyjne stosowałam dopiero po 10 czy 11 dniach od pierwszego dnia miesiączki (czyli 8 lutego).
Dlatego byłam tak zdziwiona tą ciążą!
Ale nie o to chodzi. Chodzi o to, że jeśli dobrze kminię, to doszło do zapłodnienia nie 26 tyg. temu tylko 28 tyg. temu, czyli jeśli dodamy do tego 2 tygodnie to ja jestem nie w 28 tyg ciąży tylko 30!
A to wtedy oznacza, że powinnam urodzić nie w połowie listopada tylko na samiutkim początku!
A to oznacza, że jak faktycznie przenoszę ciążę to i tak każdy będzie myslał, że jest ok!
A jak urodzę na początku listopada to zdefiniują poród jako przedwczesny!
Czyli to wszystko oznacza, że ja już nic nie wiem :(
Nie wiem, nie znam się, nie orientuję się, po prostu głupia jestem tym temacie... :(
piątek, 23 sierpnia 2013
Porównywanie brzuchów, czyli mania obserwowania :)
Chyba mam jakąś manię obserwowania cudzych brzuchów w ciąży ;)
Cały czas wyszukuję zdjęcia w internecie kobiet, które są w podobnym tygodniu co teraz ja, na ulicy też nie mogę się powstrzymać żeby się ciężarnym nie przyglądać.
A wczoraj i dziś udało mi się stać w kolejce za ciężarnymi. Wczoraj byłam z mężem na zakupach, wyczaiłam jedną ciężaróweczkę i mu mówię: "Przyjrzyj się na jej brzuch i powiedz mi czy ja taki też mam". No i został wciągnięty w porównywanie :) Ale miał łatwo, bo dziewczyna stała przede mną i stałyśmy w tej samej pozycji, więc porównać było łatwiutko. Miała większy :) Pewnie już 9 miesiąc...
Dziś w sklepie też spotkałam kobietę w ciąży, ale miałam gorzej, bo porównać musiałam sama ;)
Przysunęłam się jak najbliżej i wyciągając pieniążki z portfela spoglądałam dyskretnie (a przynajmniej wydaje mi się, że dyskretnie) na jej duży, większy ode mnie brzuch.
Czyli dobra wiadomość: kobiety mają większe brzuchy ode mnie,
i zła wiadomość: będę mieć taki duży brzuch jak te kobietki. Już teraz mój bebzol daje mi się we znaki, a co dopiero jak będzie większy...
Jednak się uspokoiłam troszkę, bo koleżanki, które mnie widzą po jakiejś przerwie (zazwyczaj te, które nigdy nie były w ciąży) pytają mnie czy dobrze mi termin wyliczyli, bo taki duży już brzuch... Jednak gdyby mnie zobaczyły w tych sklepach obok innych ciężarówek to może zmieniłyby zdanie...
Cały czas wyszukuję zdjęcia w internecie kobiet, które są w podobnym tygodniu co teraz ja, na ulicy też nie mogę się powstrzymać żeby się ciężarnym nie przyglądać.
A wczoraj i dziś udało mi się stać w kolejce za ciężarnymi. Wczoraj byłam z mężem na zakupach, wyczaiłam jedną ciężaróweczkę i mu mówię: "Przyjrzyj się na jej brzuch i powiedz mi czy ja taki też mam". No i został wciągnięty w porównywanie :) Ale miał łatwo, bo dziewczyna stała przede mną i stałyśmy w tej samej pozycji, więc porównać było łatwiutko. Miała większy :) Pewnie już 9 miesiąc...
Dziś w sklepie też spotkałam kobietę w ciąży, ale miałam gorzej, bo porównać musiałam sama ;)
Przysunęłam się jak najbliżej i wyciągając pieniążki z portfela spoglądałam dyskretnie (a przynajmniej wydaje mi się, że dyskretnie) na jej duży, większy ode mnie brzuch.
Czyli dobra wiadomość: kobiety mają większe brzuchy ode mnie,
i zła wiadomość: będę mieć taki duży brzuch jak te kobietki. Już teraz mój bebzol daje mi się we znaki, a co dopiero jak będzie większy...
Jednak się uspokoiłam troszkę, bo koleżanki, które mnie widzą po jakiejś przerwie (zazwyczaj te, które nigdy nie były w ciąży) pytają mnie czy dobrze mi termin wyliczyli, bo taki duży już brzuch... Jednak gdyby mnie zobaczyły w tych sklepach obok innych ciężarówek to może zmieniłyby zdanie...
Subskrybuj:
Posty (Atom)