poniedziałek, 19 stycznia 2015

co tam u nas

Z pisaniem bloga jest jak z dietą, na początku trudno się zdyscyplinowac, potem wpada się w rytm, a jak się zrobi przerwę to trudno znów sie zmobilizować.
Wiele raz siadałam do napisania posta, ale albo było za dużo rzeczy o których chciałam napisać, albo mnie wkurzal ten tablet, bo się zawieszał i wszystko co napisałam znikało.
Jeśli jesteście ciekawe co tam u Marysi to uprzejmie donosze, ze sama już w końcu chodzi :-) pierwsze próby pojawiły się jakiś czas temu jednak Mała zawsze dochodziła do wniosku, ze najszybciej dostanie się z puntu A do punktu B raczkujac albo idąc przy meblach. Jakiś miesiAC temu postawiła pierwsze kroczki i od tego momentu szło jej coraz sprawnej.
W zasadzie nie martwiłam się aż tak bardzo tym, że Marysia nie zaczęła chodzić gdy minęła magiczna liczba 12 w miesiacach życia, ponieważ mąż mój też zaczął chodzić mając 13-14 miesięcy oraz jego siostrzenica, z którą mieszkalismy w Polsce też zaczęła dopiero chodzić jak miala 15-16 miesięcy. Pomyślałam, ze to pewnie rodzinne. A obserwując właśnie siostrzenice męża próżno było szukać braku inteligencji w tej małej osobce i całkowicie nie można było stwierdzic jakiegos spowolnienia rozwojowego mimo iż tak późno zaczęła chodzić, a i raczowac nie umiała.
 Oprócz tego Marysia jest kochana i wspaniała, a ja nadal nadziwic sie nie mogę, że ją mam...
Uwielbiam kazdy jeden poranek, kiedy po tym jak budzi mnie ból wyrywanych przez nia włosow z mojej obolałej niewyspanej glowy, ja otwieram oczy, a ona obdarowuje mnie usmiechem od ucha do ucha i krzyczy z radosci, ze udalo jej sie wyciagnac mnie tymi jakze niekonwencjonalnymi metodami z ramion Morfeusza... :-)
Uwielbiam, kiedy słyszę (nie wiem sama czy to krzyk czy spiew ;-)  "mama mama mama mama" podczas ulubionej bajki, gdy cos ode mnie chce, gdy sie bawi, gdy jest spiaca...
Uwielbiam byc mama Marysi :-)

A kiedy ludzie obserwuja ja np. jak idzie sama w galerii handlowej (sama wybiera trase) ja tylko "obstawiam jej tyły" :-)  i słysze: "She's lovely" albo "she's beautiful" to duma mnie rozpiera.

A jeśli chodzi o mnie...
Tesknie za Polską. Czasem bardziej, czasem mniej.
Mąż mój nie tęskni tak jak ja. Kiedy widzi mnie płaczącą z tego powodu zaczyna przypominac mi jakie mieliśmy tam życie i jakie perspektywy. I zawsze ma racje...
Tesknie za moja sunią, której jeszcze nie mogę tu ściągnąć.

Dowiedzialam się, dzięki czytaniu anglojęzycznych stron, że jestem HSP (highly sensitive person) - osobą nadwrazliwa. To znaczy ja od dłuższego czasu zdaje sobie sprawę, ze taka jestem, kiedyś tu nawet o tym pisalam, ale nie wiedziałam, ze to termin psychologiczny i ze wiele badan poczyniono w tym kierunku i napisano o tym kilka książek. Podobno psychologia zaczęła ostatnimi laty coraz więcej uwagi poswiecac temu zagadnieniu. Postaram się o tym czego się dowiedzialam i co znalazlam w necie napisać osobny post, może ktoś skorzysta :-)

Poza tym podoba mi sie życie w UK, ale o tym tez postaram się napisać kiedy indziej.
Pozdrawiam :-*

8 komentarzy:

  1. Świetnie, że napisałaś, i to taki w sumie optymistyczny post! A to, że Marysia zachwyca- nie dziwi wcale!
    Kochana, rozumiem, że tęsknisz, to chyba normalne, ale mąż na pewno ma rację. Sama najchętniej bym wyjechała, i żałuję, że Eliza chodzi już do szkoły, bo przez to trudniej podjąć nam tą decyzję, ale tu jest tragedia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie tragedia... Ale dopiero tutaj zdalam sobie sprawę, jak bardzo źle jest w Polsce. Będąc tam człowiek przywyka, nie ma porownania i nie wie, że są państwa, w których da się żyć. Trudno jest, nie powiem, ze nie, ale chyba warto... Mam nadzieje, ze to była dobra decyzja. Póki co wszystko na to wskazuje :-)

      Usuń
  2. No w końcu jakiś post! :) ach te poranki :) i powiem Ci że też bym bardzo tęskniła za Polską i chyba też jestem HSP :) hehe

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No poranki są super :-\ a dziś to juz wogole po nie przesłanej nocy, bo Marysia usnęła okolo 2 w nocy, o 3 obudziła się na mleko, a o 7 wstała wkurzona, bo katarek nie dawał jej spać. A ja jak mogłam spać to się przekrecalam z boku na bok i jak na złość nie mogłam usnac. Także jest super ;-)

      Usuń
  3. Brawo dla małej teraz to będzie biegać wszędzie sama ;)
    Tęskni się za miejscem gdzie spędziło się życie, ale czasami trzeba podjąć trudne decyzje żeby szczęście przyszło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie... To o to szczęście i spokój się rozchodzi. Nie tyle dla nas co dla Marysi... Dziękuje :-) no kupilam sobie krokomierz, będziemy biły rekordy :-)

      Usuń
  4. Rozumiem, że tęsknisz i podziwiam za odważną decyzję. Ja najdalej wyjechałam do stolicy za mężem, ale wróciłam zaraz do rodzinnego miasta;) Chyba nie wyobrażam sobie życia gdzieś indziej.
    A dla Marysi wielkie brawa!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje :-* tesknie, ale to mniejsza cena jaka placi się za życie na obczyźnie... Większą cenę płaciłam w ojczystym kraju... :-(

      Usuń