czwartek, 8 maja 2014

O rany jestem mamą! Czyli pół roku za nami... :)

Wiem, że jestem nie do końca ogarnięta z tym całym macierzyństwem i pewnie się powtarzam, ale naprawdę nie mogę w to jeszcze wszystko uwierzyć...
Jakby nie patrzeć to wiele lat żyłam bez dziecka, więc nieco przyzwyczaiłam się do takiego stanu rzeczy.

Albert Einstein powiedział: "Życie można przeżyć tylko na dwa sposoby: albo tak, jakby nic nie było cudem, albo tak, jakby cudem było wszystko."
Osobiście skłaniam się ku temu drugiemu i wbrew pozorom nie ma to nic wspólnego z chrześcijaństwem czy jakąkolwiek inną religią.

Od momentu kiedy ujrzałam dwie kreski na teście ciążowym poczułam magię. Każdy kolejny dzień i tydzień z brzuszkiem był niesamowity. Nastąpiło przewartościowanie świata. Jak tylko dowiedziałam się, że jestem w ciąży to Marysia była dla mnie najważniejsza. Od samego początku czułam, że to będzie dziewczynka. Nie mam nic do chłopców, ale strasznie się ucieszyłam, gdy na USG pani powiedziała: "To prawa, a to lewa warga sromowa"... Eh nie brzmi to najlepiej, ale tak to wyglądało. Ja dla pewności, że mąż zrozumiał zapytałam: "Czyli dziewczynka?", a na przytakującą odpowiedź aż zaklaskałam z radości :)

Wiecie... Od kiedy zdałam maturę szukałam głębszego sensu swojego istnienia. Spotkałam kilka mądrych ludzi na swojej drodze, z którymi mogłam się tym podzielić. Mój o wiele starszy kolega z byłej pracy widział te moje poszukiwania, nie wiem jak on to dojrzał, ale jakoś dojrzał. Kiedyś powiedział mi, że on miał tak samo. I pewnego dnia jakaś osoba, którą z kolei on darzył autorytetem powiedziała mu: "Ty szukasz i szukasz, a tu nie ma nic więcej. Nie ma nic więcej i nie będzie".
On jej w to nie uwierzył i przeżywał życie nadal szukając. Po wielu latach powiedział mi to samo: "M. nie ma nic więcej."

Kurczę nie wiem czy rozumiecie o co w ogóle mi chodzi... :)
Chodzi mi o to, żeby wiedzieć po co się żyje. Żeby czuć, że się żyje. Żeby znaleźć swoje miejsce na ziemi, swoją drogę...

Przez wiele lat żyłam w przekonaniu, że "to" kiedyś znajdę, że kiedyś "to" poczuję, że się spełnię.
I dopiero teraz, po tylu latach znalazłam to!

Zawsze chciałam mieć dziecko, ale "zawsze" to nie był odpowiedni moment. A to studia, a to praca, a to dupa. A teraz widzę jak to wszystko było nic nie warte. 

Teraz odnalazłam sens. Teraz wiem, że żyję. I nadziwić się nie mogę...

Moja córeczka, córeńka moja kochana. Jeśli będziesz to kiedyś czytać (jak będziesz na tyle duża Marysiu) to wiedz, że to dzięki Tobie wiem po co żyję i dopiero teraz tak naprawdę chcę żyć. Jesteś najlepszą "rzeczą", która mnie kiedykolwiek spotkała i mogła spotkać.

Mogłabym pisać i pisać o tym jakim cudem jest wszystko co jest związane z Marysią, ale chyba nikomu by się tego czytać nie chciało... :)

Napiszę jeszcze tylko o tym, że córeńka moja kończy dziś PÓŁ ROKU! 
Pół roku...

O tym co potrafi i jaka teraz jest napiszę w następnym poście, a dla ciekawych Marysinowego wyglądu zamieszczam zdjęcia :)




14 komentarzy:

  1. Słodka perełka...Pieknie napisane..dla mnie dzieci to też sens życia, wszystko robię tak aby im było najlepiej :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jej, jak to ślicznie opisałaś :>
    Staramy się mieć ten sens życia przy sobie, mam nadzieje, że w końcu coś z tego będzie :)
    Piękną masz córeńkę :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :* Na pewno się Wam uda :) jestem o tym przekonana.

      Usuń
  3. Oj znam dobrze te uczucia! Pięknie to opisałaś! A mała śliczna :)

    OdpowiedzUsuń
  4. No tak- przecież między naszymi Córciami jest rok różnicy! Śliczna jesteś Marysiu i masz takie mądre oczy!

    Eh, ja też się często łapię na tym, że mogłabym pisać i miłości do dziewczynek bez końca, wciąż mnie zachwyca siła tego uczucia, jego moc. Wiem, że nikogo nie można tak pokochać jak dziecka.
    piękne to jest, prawda?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och tak piękne i niepojęte...
      Dziękujemy za komplement, a te piękne oczy to pewnie po mamusi ;)

      Usuń
  5. Marysiu - ślicznotka z Ciebie :)
    Pięknie to opisałaś... To o sposobie życia i o szukaniu celu - ja też swój znalazłam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. W tym co napisałaś jest cała prawda. Sens życia jest tu, z naszymi dziećmi, nie trzeba szukać niczego więcej.

    OdpowiedzUsuń
  7. Jakaż ona słodka! :*
    Hmm... Wydaje mi się, że tak dawno odwiedzałam Twojego bloga, że ostatnia przeczytana przeze mnie notka zaczynała się właśnie: "O rany, jestem mamą"...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heh... no tak, cały czas to dla mnie "o rany" :) Choć i Ciebie dawno tu chyba nie było... Miło Cię znowu gościć :*

      Usuń