czwartek, 13 lutego 2014

Szczepienia - my już po

Nadszedł czas na szczepienie. Zresztą przyszedł już miesiąc temu. Nie szczepiliśmy jednak Małej, bo albo miała katarek, albo pokasływała, a ja nie byłam w stanie stwierdzić czy to początek infekcji. Potem jeszcze dostaliśmy cynk, że w przychodni jakiś wirus panuje i żeby się lepiej wstrzymać ze szczepieniami.
Ale wszystko przeszło i nadszedł ten moment. Bałam się jak cholera. Marysia była śpiąca już na wejściu do przychodni i płakała cały czas, nawet jak była ważona i mierzona. Przy podaniu szczepionki płakała najbardziej, a i ja również z trudem powstrzymywałam łzy. Niestety nie wiedziałam, że trzeba mocno ścisnąć miejsce ukłucia. Tzn. pielęgniarka powiedziała: "Niech pani trzyma", ale za sekundę już kłuła nóżkę, a Marysia się bardzo wierzgała i rączkę nie przytrzymałam wystarczająco długo. Teraz moja Córcia ma zaczerwienione i troszkę opuchnięte to miejsce podania szczepionki na rączce, bo na nóżkach nie ma już śladu. Sczepiliśmy w poniedziałek. Minęły upragnione trzy doby :) Mój Skarb spał pół poniedziałku i w nocy płakała bardzo, bo nie chciało jej się czekać na jedzenie. Oprócz tego nic się na szczęście nie działo. Ale naprawdę dużo stresu kosztowała mnie ta szczepionka...  :/

Na szczęście przyjechała do mnie siostra w poniedziałek. Radość z jej towarzystwa pomogła mi bardzo w niewpadnięciu w panikę. Mimo iż mierzyliśmy temperaturę najpierw co godzinę potem rzadziej, to myślę, że podeszliśmy w miarę racjonalnie do sprawy. Taa... Kogo ja chcę oszukać. Mój mąż podszedł racjonalnie.
Nie obyło się bez kłótni z powodu mojego być może faktycznie nadmiernego strachu.

Przyznam się, że po powrocie z przychodni siedziałam, tuliłam, całowałam Małą i płakałam jak bóbr. Ale ja tak reaguję na stres. Niestety mąż chyba nie bardzo to rozumie.

No, ale siostra pomogła mi to przetrwać :) A oto ona z Marysią :)

12 komentarzy:

  1. Marysia byłą dzielną dziewczynką i z pewnością wcale bardzo nie płakała prawda?
    Ja tam męża wysyłam na szczepienia... ze względu na to, że ja też za słabo Alkowi nóżki trzymałam za pierwszym razem :/

    OdpowiedzUsuń
  2. No niestety płakała i to bardzo :( Mąż był ze mną i pomagał trzymać, ale nie wiedzieliśmy, że trzeba tak mocno przyciskać, żeby potem nie było zaczerwienienia :(

    OdpowiedzUsuń
  3. My właśnie mamy drugą dobę po szczepieniu. Nie mogę się doczekać aż minie stan podgorączkowy :/

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj pamiętam pierwsze szczepienie syna! Przeżywałam tak samo! Aż matula ze mną poszła! Rozumiem Cię całkowicie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Tatusiom chyba generalnie ciężko jest to zrozumieć, mój też ma z tym czasami problemy. Najważniejsze, że już po, więc głowa do góry! Buziaki

    OdpowiedzUsuń
  6. Odpowiedzi
    1. To moja siostra z moją córcią :) ale dzięki :D

      Usuń
  7. prześliczna maluda :)

    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  8. Ech, przeżywam to po każdym szczepieniu (właśnie mi się przypomniało, że mamy jedno zaległe, a Kurczak znowu katar ma...).

    OdpowiedzUsuń