sobota, 24 stycznia 2015

Jak ma byc idealnie to ma byc idealnie

Nie no laptop trzeszczy i to chyba glosnik... :( Ide go jutro wymienie, nie bede sie tu godzic na polsrodki.
Szkoda kurcze, ale wiedzialam, ze to tak sie skonczy. Nie moglo byc przeciez za pieknie. Eh te zlosliwosci losu. Tego banana co to go mialam jak wracalismy ze sklepu z laptokiem w rece musial mi ktos z buzi wyjac.

Oczywiscie przezywam to, bo inaczej sie nie da. Jestem HSP I tego nie zmienie. Hmm... To moze skoro spac mi sie jeszcze nie chce, a reszta juz kima to cos o nadwrazliwcach Wam napisze.

Pozwolcie, ze bede pisac nie "nadwrazliwcy" tylko HSP (Hihgly Sensitive Person) bedzie szybciej i wygodniej.

http://hsperson.com/

Oto strona, ktora moze zainteresowanym tematem troche pomoc. Jest tam duzo informacji oraz tytuly ksiazek, jakie napisala autorka tej strony o HSP. Ta babeczke (doktora i psychologa) kojarze z czasow studiow, kiedy to wspieralam sie jej dzielami z psychologii piszac prace najpierw licencjacka potem magisterska. Jest szanowana i powazana wsrod polskich psychologow (przynajmniej tych, z ktorymi ja mialam zajecia).

Pani Aron zbadala wielu HSP-ciakow ;) i okazalo sie, ze nasza nadwrazliwosc nie jest niczyja wina. Tzn. jest wina naszego inaczej zbudowanego mozgu. Podobno 20% calej populacji na swiecie to HSP. Podobno tylez samo kobiet jak i mezczyzn.
Podobno nasz uklad nerwowy jest tak zbudowany, ze wszystko u nas sprowadza sie do uczuc. Kiedy wykonywano badania na osobach, ktore byly HSP i na normalnych i pokazywano te same obrazki jednym i drugim (oczywiscie monitorowano w tym czasie prace mozgu) to okazalo sie, ze nawet przy takich obrazkach, ktore nie powinny angazowac miejsc odpowiedzialnych za uczucia to u HSPciakow jednak te miejsca pracowaly. A te obrazki, ktore i u normalnych ludzi (hmm dziwnie to brzmi, powiedzmy nie HSP) wywolywaly uczucia to u nadwrazliwcow czesci mogzu odpowiedzialne za uczucia pracowaly silniej i wieksze rejony do tej pracy angazowaly.

Co to oznacza dla mnie?
To, ze moge przestac sobie zarzucac, ze jestem jaka jestem. To ze nie bede na sile zmieniac czegos czego zmienic nie moge. To, ze musze dostac te ksiazki i je przeczytac, zeby nauczyc sie z nadwrazliwoscia radzic (radzic, a nie wyeliminowac).

Strona, ktora Wam podalam jest w jezyku angielskim. Mysle, ze wiele z Was ten jezyk kojarzy, wiec na pewno cos tam wylapie, a jak nie to google translator :) On tlumaczy w caly swiat, ale cos tam zawsze sie zrozumie.

W jezyku polskim ubogie sa informacje na temat nadwrazliwosci. Podobno ostatnio dopiero psychologia sie tym zajela, wiec jest nadzieja ze to wkoncu rozkminimy :)

Jeszcze napisze na pewno o tym co wyczytalam na temat HSP, ale to innym razem. Pozdrawiam wszystkie HSP i nieHSP :) Dobranoc :*

Ps. A tutaj moja corenka :) tak teraz wyglada. Buziaczki dla blogowych Cioc



To mowisz mamo, ze nie dam rady dostac sie do choinki? No to patrz! ;)

wracam do normalnosci

Teraz to juz od blogowaia trudno bedzie sie wywinac :) kupilismy dzis laptopa :))
niestety wszystko po angielsku, wiec polskich znakow takze zrobic nie moge.
Piekne to uczucie, kiedy idziesz sobie do sklepu i kupujesz laptopa jak chleb. Bez rat, bez abonamentu, bez zadluzania sie. Wspaniale to uczucie...

I wszystko byloby wspaniale, gdyby nie fakt, ze slysze jak ten laptop chodzi... Jestem kompletna noga w tych sprawach moj maz tez sie takimi rzeczami nie zajmuje, a to nasz pierwszy laptop w zyciu. Prosta jestem wiem, ale zastanawiam sie czy tak powinno byc... Wasze laptopy tez slychac, ze chodza? Nie wiem czy to normalne i czy isc wymieniac na inny...

poniedziałek, 19 stycznia 2015

co tam u nas

Z pisaniem bloga jest jak z dietą, na początku trudno się zdyscyplinowac, potem wpada się w rytm, a jak się zrobi przerwę to trudno znów sie zmobilizować.
Wiele raz siadałam do napisania posta, ale albo było za dużo rzeczy o których chciałam napisać, albo mnie wkurzal ten tablet, bo się zawieszał i wszystko co napisałam znikało.
Jeśli jesteście ciekawe co tam u Marysi to uprzejmie donosze, ze sama już w końcu chodzi :-) pierwsze próby pojawiły się jakiś czas temu jednak Mała zawsze dochodziła do wniosku, ze najszybciej dostanie się z puntu A do punktu B raczkujac albo idąc przy meblach. Jakiś miesiAC temu postawiła pierwsze kroczki i od tego momentu szło jej coraz sprawnej.
W zasadzie nie martwiłam się aż tak bardzo tym, że Marysia nie zaczęła chodzić gdy minęła magiczna liczba 12 w miesiacach życia, ponieważ mąż mój też zaczął chodzić mając 13-14 miesięcy oraz jego siostrzenica, z którą mieszkalismy w Polsce też zaczęła dopiero chodzić jak miala 15-16 miesięcy. Pomyślałam, ze to pewnie rodzinne. A obserwując właśnie siostrzenice męża próżno było szukać braku inteligencji w tej małej osobce i całkowicie nie można było stwierdzic jakiegos spowolnienia rozwojowego mimo iż tak późno zaczęła chodzić, a i raczowac nie umiała.
 Oprócz tego Marysia jest kochana i wspaniała, a ja nadal nadziwic sie nie mogę, że ją mam...
Uwielbiam kazdy jeden poranek, kiedy po tym jak budzi mnie ból wyrywanych przez nia włosow z mojej obolałej niewyspanej glowy, ja otwieram oczy, a ona obdarowuje mnie usmiechem od ucha do ucha i krzyczy z radosci, ze udalo jej sie wyciagnac mnie tymi jakze niekonwencjonalnymi metodami z ramion Morfeusza... :-)
Uwielbiam, kiedy słyszę (nie wiem sama czy to krzyk czy spiew ;-)  "mama mama mama mama" podczas ulubionej bajki, gdy cos ode mnie chce, gdy sie bawi, gdy jest spiaca...
Uwielbiam byc mama Marysi :-)

A kiedy ludzie obserwuja ja np. jak idzie sama w galerii handlowej (sama wybiera trase) ja tylko "obstawiam jej tyły" :-)  i słysze: "She's lovely" albo "she's beautiful" to duma mnie rozpiera.

A jeśli chodzi o mnie...
Tesknie za Polską. Czasem bardziej, czasem mniej.
Mąż mój nie tęskni tak jak ja. Kiedy widzi mnie płaczącą z tego powodu zaczyna przypominac mi jakie mieliśmy tam życie i jakie perspektywy. I zawsze ma racje...
Tesknie za moja sunią, której jeszcze nie mogę tu ściągnąć.

Dowiedzialam się, dzięki czytaniu anglojęzycznych stron, że jestem HSP (highly sensitive person) - osobą nadwrazliwa. To znaczy ja od dłuższego czasu zdaje sobie sprawę, ze taka jestem, kiedyś tu nawet o tym pisalam, ale nie wiedziałam, ze to termin psychologiczny i ze wiele badan poczyniono w tym kierunku i napisano o tym kilka książek. Podobno psychologia zaczęła ostatnimi laty coraz więcej uwagi poswiecac temu zagadnieniu. Postaram się o tym czego się dowiedzialam i co znalazlam w necie napisać osobny post, może ktoś skorzysta :-)

Poza tym podoba mi sie życie w UK, ale o tym tez postaram się napisać kiedy indziej.
Pozdrawiam :-*

piątek, 19 grudnia 2014

z powrotem... :-)

Nie wiem od czego by zacząć... Może znaczne od tego, ze wylądowalismy w końcu za granica tak jak planowalismy. Wyjechał mój mąż, a po niespełna dwóch miesiącach my. Teraz układamy wszystko od poczatku w Szkocji. Poki co nie jest źle, ale nie zaklimatyzowalam sie jeszcze w pełni. Ale o tym może będzie osobny post. Naradzie chciałam się tylko krótko przywitac oczywiście jeśli ktokolwiek tu jeszcze zagładą, bo tyle czasu juz minęło... Póki co do dspozycji mamy tylko tableta, wczesniej nie pisalam bloga, bo w poprzedniej przeglądarce nie w czytywał się ani mój ani moje inne ulubione Wasze blogi. No cóż nie jestem geniuszem komputerowym, być może nawet przecietniakiem takze nie, bo dopiero przez przypadek kiedy zainstalowalam inna przegladarke okazalo sie , ze jednak mój blog i Wasze tez wczytuja się! To super, bo tesknilam za Wami i za blogowaniem :-) komputer przyszedł nam w paczce z polski, ale niestety potluczony cały inie działa :-(  ale to nic, teraz i z tablecikiem nadrobie blonowe zaleglosci. A widzę, ze pozmienialo się u Was... Pozdrawiam :-* :-* :-*

wtorek, 22 lipca 2014

Dla tych, które tu zaglądają...

Kochane... U nas straszne zmiany nadejszły...
Mąż wyjechał za granicę i szykuje nam gniazdko, żebyśmy mogły do niego dolecieć.
Nastał się ciężkawy dla nas okres...
Marysia ma dwie dolne jedynki. Jest wspaniała.
Ja nie mam całkowicie czasu dla siebie.

Moja córcia umie klaskać, kiedy mówi się jej "zrób kosi łapci". Kiedy powiem "pokaż jak tańczysz" wygiąga ręce do góry i macha nimi do góry i w dół. Przekręca się i wyciąga rączki po coś co chce (wsadzić do buzi) i jest to dosłownie wszystko. Często zdarza jej się zrobić "papa", przybija piątki, wydaje z siebie przeróżne dźwięki, "śpiewa", naśladuje moje odgłosy. Nienawidzi być sama w pokoju (jak same rozumiecie wypróżnienie się stało się problemem... w sensie nie Marysinowe wypróżnienie... ;/ ).
Ma prześliczny doniosły śmiech. Ma mnóstwo siły w rączkach i nóżkach. Leżąc w łóżku przekręca się o 360 stopni. Na pytanie "gdzie jest babcia", "gdzie jest piesio", "gdzie jest ciocia" przekręca głowę i patrzy na wskazaną osobę. Uwielbia "Shreka" i "Pingwinów z Madagaskaru" a także Eskę Tv (wyrosła już z polo tv, na moje szczęście) :)

Dla zaglądających tu blogowych Cioć (jeśli jeszcze takowe są) wstawiamy kilka zdjęć i ślemy całuski.

Ps. 8 sierpnia Marysia skończy 9 miesięcy... Dacie wiarę?! Kiedy to kuźwa minęło...








czwartek, 26 czerwca 2014

O Chodakowskiej, odchudzaniu i byciu mamą w związku z tym

Czy mam prawo do swoich potrzeb od kiedy na świat przyszła Marysia?
Mam.

Czy mam prawo myśleć o sobie?
Tak.

Czy mam prawo do swoich własnych marzeń?
Uważam, że tak.

Czy mam prawo wyglądać pięknie, mimo iż byłam w ciąży co spowodowało powiększenie kilkukrotne brzucha i zwiększenie liczby kilogramów na całym ciele?
Oczywiście. Mało tego mam prawo wyglądać piękniej niż przed ciążą, żeby dziecko zachwycało się urodą matki tak jak matka zachwyca się urodą dziecka.


Dziś na funpage'u Ewy Chodakowskiej poczytałam komentarze matek, które zastanawiają się ile mogą zrobić dla siebie...

Kobieta, kiedy zostaje matką przestaje myśleć o sobie, w sensie takim, że jest już nie "ja"  tylko "my". Tylko czasem łatwo przesadzić. Chyba w zdroworozsądkowym rodzicielstwie nie chodzi o to, żeby się nie malować, nie dbać o swój wygląd, figurę, potrzeby duchowe. Nie dbanie o nie powoduje, iż stajemy się coraz bardziej nieszczęśliwe. 
Jednak kiedy ja postanowiłam się odchudzać miałam takie myśli, że to pochłonie zbyt dużo czasu, że za bardzo się na tym będę musiała skupić, że za dużo będę o tym myśleć, więcej niż o córce.

Dziś, po czterech miesiącach odchudzania i prawie 15 kg mniej, wiem że moje wątpliwości były całkowicie nieuzasadnione. 
Dieta ani ćwiczenia nie pochłaniają całej mojej uwagi, bo wszystko weszło w nawyk. Marysia jest moim numerem jeden. Teraz idąc na spacer jestem szczęśliwa, że mogę założyć ubrania o 2 rozmiary mniejsze, podobam się sobie i ogólnie jestem zadowolona i uśmiechnięta, co Mała moja odwzajemnia tym samym.

Odchudzania nie kończę, zresztą nie czuję jakbym się odchudzała. Po prostu zmieniłam produkty, które zjadam. Pasują mi, smakują, są pożywne i zdrowe i zapychające żołądek. Czuję się świetnie, nie chodzę głodna, chudnę. Poza tym opieka nad Marysią (chodzenie na spacery, noszenie jej na rekach, tańce w rytm Eski tv) robi swoje :)

Nie mam żadnych wyrzutów sumienia, że o siebie dbam. Uważam, że "szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko". Każda matka powinna wyryć to sobie na czole.
Jednakowoż problem pojawia się gdy szczęście matce może dać tylko półroczna wyprawa dookoła świata....
Dzięki Bogu takich marzeń nie mam. A Wy? Zdecydowałybyście się na taką wyprawę, gdyby to było Wasze największe marzenie?...

piątek, 20 czerwca 2014

Na chwilę

O kurcze długo nas tu nie było...
Piękna pogoda sprawia, że całe dnie spędzamy na podwórku bądź spacerach, więc w zasadzie często ostatnio jest tak, że nawet komputera nie włączam. Ale na moje ulubione blogi staram się zaglądać, nie zawsze pozostawiam ślad w postaci komentarza, bo akurat wtedy Marysia najbardziej mnie potrzebuje zazwyczaj ;)

U nas 8 czerwca minęło 7 miesięcy. Nie będę pisać "o rety", "o mamuśku" czy "o rany jestem mamą" :D Choć faktycznie nadal czasem uwierzyć w to nie mogę. Może kiedy moja córcia będzie poważną ośmiolatką potrząśnie mną i powie: "Mamo helloł masz córkę!" to jakoś łatwiej będzie w to wszystko uwierzyć i ogarnąć.
A skoro o ogarnianiu... Nie wiem czy można mi się dziwić, że macierzyństwa nie ogarniam skoro ja nie ogarniam świata...
Naprawdę, nie rozumiem chyba praw rządzących w świecie. Albo nie chcę się im podporządkować.
Albo jestem za głupia na życie...

I tym optymistycznym akcentem muszę kończyć, bo dziecinka mi wstała i woła mnie właśnie. Dla blogowych cioć przesyłamy całuski i pozdrowienia i pokazujemy jak mała pannica teraz wygląda :*