sobota, 24 maja 2014

Dumna matka

Chciałam się pochwalić, że moje dzieciątko samo siedzi i to od ponad tygodnia :)
Poza tym wprowadziła nowy repertuar "słów". Teraz na topie jest "tatatatata", "babababababa", "batata", "lababa" i parę innych zajebistych marysiowych wyrazów. A ma taki fajny głosik... 

Ale mi dziecko rośnie. A dopiero co z brzucha wyciągnęli...


środa, 14 maja 2014

Przeklęta nadwrażliwość

Są tacy ludzie, którzy czują bardziej...

Co to znaczy? To znaczy, że kiedy na przykład jakaś informacja zazwyczaj zła czy smutna (te są najsilniejsze) dociera do mózgu takiego nadwrażliwca to ją przetwarza w sekundę i czuje ją całym sobą. Oprócz tego przeżywa wszystko. Kiedy przesoli zupę, kiedy źle umyje łyżkę. Analizuje wszystko co powiedział. Czasami jakieś słowo, które zostało przez niego wypowiedziane dręczy go i nie może zasnąć zastanawiając się czy dobrze zrobił mówiąc coś czy nie. Dręczą słowa wypowiedziane i niewypowiedziane. Dręczą czyny jego oraz innych. Kiedy ktoś robi błąd on czuje jakby to on zawinił. Kiedy kogoś spotka nieszczęście, on czuje jakby jego spotkało.

Myślicie, że bycie nadwrażliwym jest fajne? Tak, czasami jest fajne. Kiedy przeżywa się mocniej rzeczy złe, przeżywa się równie silnie rzeczy dobre. Taki nadwrażliwiec potrafi zachwycać się głupim kwiatkiem, tęczą, słońcem, deszczem. Wyprawa do Zoo jest fascynująca, jak wiele rzeczy, które przez  innych "normalnych" ludzi uważane są za banalne. Jednak mimo to nadwrażliwiec ma przesrane. Nie może posłuchać w spokoju wiadomości z kraju, a szkoda. Dobrze byłoby wiedzieć co dzieje się w państwie, w którym się mieszka.
Jednak tam jest tyle złych wiadomości. Przykład świeżutkiej informacji z dzisiejszych "Faktów": rodzice półrocznej córeczki za radą jakiegoś znachora karmili ją tylko wodą i kozim mlekiem, co spowodowało śmierć dziewczynki. Jezu! Puścili nagranie jak matka dzwoniła na pogotowie, kiedy dziewczynka była już martwa. Matko...
Wiecie co czuje nadwrażliwiec wtedy? Widzi siebie jak by to on był na miejscu tej matki. Widzi dokładnie całą sytuacje, wyobraża sobie to wszystko jakby to on tak uczynił i jakby on zrobił krzywdę swojemu dziecku. Siedzi i płacze. 

Tak, to ja. To ja tak przeżywam. 
Kiedyś pewna moja koleżanka (już nią nie jest na szczęście) powiedziała mi: "Przejebane jest być tobą". Nie było to zbyt wspierające. 
Jeszcze jakbym mogła tą wrażliwość gdzieś wykorzystać, w malarstwie czy muzyce. Malować nie umiem, a na gitarze podstawowe chwyty, więc w zasadzie gówno umiem. No cóż... Taki los...

Jeszcze chciałam wspomnieć a propos mojej nadwrażliwości to u nas (w życiu moim i Marysi) wydarzyło się parę rzeczy. Wczoraj po raz pierwszy się poparzyła (złapała za ziemniaki z gorącego talerza jak szwagierka przechodziła w kuchni). Matko jak ona płakała, a ja razem z nią. Bardzo się bałam, że będzie miała jakieś bąble i że to bardzo będzie bolało. Nie raz sama coś se tam poparzyłam, więc wiem co to za ból. Wszyscy domownicy to widzieli i po raz kolejny wyszłam na walnięta żonę swojego męża. Poza tym dziś byliśmy na szczepieniach. Marysia płakała okropnie, ale ja za to tym razem się trzymałam i nadal trzymam. A z tych dobrych rzeczy (w końcu!:)) Mała zaczęła mówić mama :D Tym razem to nie żart. No i wiadomo, że nie używa tego słowa kiedy ode mnie coś chce tylko tak se gada "mamama", "ma", "mama". Ale radochę mam niezłą i duma mnie rozpiera :)

Pozdrawiam wszystkich nadwrażliwców! :)



niedziela, 11 maja 2014

Śmiech to zdrowie

Pół roku rozwoju za nami. Czas pędzi niesamowicie, a ja nadziwić się nie mogę jak moja córcia zmienia się z każdym dniem. Nie siedzi jeszcze sama, tzn. nie siedzi wyprostowana tylko leci troszkę na nóżki bawiąc się stópkami, no i z oparciem siedzi. Oprócz tego, że jakiś czas temu odkryła, że ma stópki i że duży palec smakuje najlepiej to wkłada do buzi wszystko co ma w ręku. Bardzo intrygują ją piloty od tv i nasza suczka, która już na wyciągnięte ręce i głośny śmiech Marysi ucieka na drugą stronę pokoju :) 

Zresztą doprowadzić do śmiechu Małą może dosłownie wszystko co jest wspaniałym doświadczeniem i potrafi w sekundę poprawić humor. Nie wiedziałam, że dziecko może się tak głośno i donośnie śmiać. Uwielbiam to i mogłabym słuchać Małej Chichotki non stop.

Marysia uwielbia reklamy ekodzieciaki.pl :) Dzięki nim mogę bez płaczu ją ubrać, przebrać, obciąć paznokcie i prawie wszystko z nią zrobić :)

Panienka moja pięknie piszczy. Och jak ona piszczy... aż bębenki pękają... ;) 
Poza tym śpiewa, gada, pluje, zaczepia krzycząc "e". No i zawodowo wyrywa włosy... I w ogóle tarmosi tymi swoimi małymi rączkami czasem dość boleśnie. Śmieję się z mężem, że ta jej miłość do nas to trochę jednak boli...

Ząbków niby nie widać... Ale boję się tego, zresztą czego ja się nie boję ;P

Córeńka moja wciąż ucina sobie półgodzinne drzemki. Właśnie jedna się skończyła i muszę już zakończyć pisanie, bo Mała się coś bardzo spina, chyba będzie kupka... A propos kupki, pamiętam jak doświadczone mamy na blogach pisały, że ten temat zajmuje dużo miejsca w rozmowach... U nas nie jest inaczej. Nie wiedziałam, że można bardzo poważnie i długo o gówienkach rozmawiać, ale na szczęście głównie w mężem :)

czwartek, 8 maja 2014

O rany jestem mamą! Czyli pół roku za nami... :)

Wiem, że jestem nie do końca ogarnięta z tym całym macierzyństwem i pewnie się powtarzam, ale naprawdę nie mogę w to jeszcze wszystko uwierzyć...
Jakby nie patrzeć to wiele lat żyłam bez dziecka, więc nieco przyzwyczaiłam się do takiego stanu rzeczy.

Albert Einstein powiedział: "Życie można przeżyć tylko na dwa sposoby: albo tak, jakby nic nie było cudem, albo tak, jakby cudem było wszystko."
Osobiście skłaniam się ku temu drugiemu i wbrew pozorom nie ma to nic wspólnego z chrześcijaństwem czy jakąkolwiek inną religią.

Od momentu kiedy ujrzałam dwie kreski na teście ciążowym poczułam magię. Każdy kolejny dzień i tydzień z brzuszkiem był niesamowity. Nastąpiło przewartościowanie świata. Jak tylko dowiedziałam się, że jestem w ciąży to Marysia była dla mnie najważniejsza. Od samego początku czułam, że to będzie dziewczynka. Nie mam nic do chłopców, ale strasznie się ucieszyłam, gdy na USG pani powiedziała: "To prawa, a to lewa warga sromowa"... Eh nie brzmi to najlepiej, ale tak to wyglądało. Ja dla pewności, że mąż zrozumiał zapytałam: "Czyli dziewczynka?", a na przytakującą odpowiedź aż zaklaskałam z radości :)

Wiecie... Od kiedy zdałam maturę szukałam głębszego sensu swojego istnienia. Spotkałam kilka mądrych ludzi na swojej drodze, z którymi mogłam się tym podzielić. Mój o wiele starszy kolega z byłej pracy widział te moje poszukiwania, nie wiem jak on to dojrzał, ale jakoś dojrzał. Kiedyś powiedział mi, że on miał tak samo. I pewnego dnia jakaś osoba, którą z kolei on darzył autorytetem powiedziała mu: "Ty szukasz i szukasz, a tu nie ma nic więcej. Nie ma nic więcej i nie będzie".
On jej w to nie uwierzył i przeżywał życie nadal szukając. Po wielu latach powiedział mi to samo: "M. nie ma nic więcej."

Kurczę nie wiem czy rozumiecie o co w ogóle mi chodzi... :)
Chodzi mi o to, żeby wiedzieć po co się żyje. Żeby czuć, że się żyje. Żeby znaleźć swoje miejsce na ziemi, swoją drogę...

Przez wiele lat żyłam w przekonaniu, że "to" kiedyś znajdę, że kiedyś "to" poczuję, że się spełnię.
I dopiero teraz, po tylu latach znalazłam to!

Zawsze chciałam mieć dziecko, ale "zawsze" to nie był odpowiedni moment. A to studia, a to praca, a to dupa. A teraz widzę jak to wszystko było nic nie warte. 

Teraz odnalazłam sens. Teraz wiem, że żyję. I nadziwić się nie mogę...

Moja córeczka, córeńka moja kochana. Jeśli będziesz to kiedyś czytać (jak będziesz na tyle duża Marysiu) to wiedz, że to dzięki Tobie wiem po co żyję i dopiero teraz tak naprawdę chcę żyć. Jesteś najlepszą "rzeczą", która mnie kiedykolwiek spotkała i mogła spotkać.

Mogłabym pisać i pisać o tym jakim cudem jest wszystko co jest związane z Marysią, ale chyba nikomu by się tego czytać nie chciało... :)

Napiszę jeszcze tylko o tym, że córeńka moja kończy dziś PÓŁ ROKU! 
Pół roku...

O tym co potrafi i jaka teraz jest napiszę w następnym poście, a dla ciekawych Marysinowego wyglądu zamieszczam zdjęcia :)